Szosa, bieg górski a na koniec biegówki

Najpierw półmaraton na rowerze. To było proste ale, no może nie do końca. Potem, za cholere, nie wiedziałem jak mam zrobić pierwsze biegowe kroki. Gdy spontanicznie oczom ukazał się podbieg, nie zastanawiając się, poszedłem w żywioł. Żywioł nie miał końca, bo okazało się, że podbieg, którego kompletnie nie znałem, łączy się z innym, no już trudniejszym. 

Nie wiem jak mi serce mocno uderzało, ale jak wejde w rytm, nie umiem odpuścić. Towarzyszył mi jeszcze jeden gość przede mną, ale na pewnym pułapie zwolnił - przepuścił mnie. 

Po przeglądnięciu zdjęć z pewnego wpisu, z Bielic, udałem się by sprawdzić stan, który był widoczny na zdjęciach tamtego posta.





I tak 'piętnastka' wpadła. Ile razy, bo zmęczone nogi, nie umiałem hamować w górnych partiach i wpadałem, to w choinki, specjalnie by wyhamować łapiąc się ich szybko, to koziołkowałem, bo śnieg jaki był, był bardzo zlodowaciały i nie sposób hamować jodełką i trzeba było specjalnie..... 

No 'jakaś łamaga' 😉 - pomyślicie, tak to jest jak się wchodzi w prędkość w zlodowaciałych torach sięgającą 30km a ten zjazd trwa i trwa i uda już palą a gałązki choinek tylko się odbijają. No powiedzmy zjazdy na tej trasie są mocno techniczne i, jednak na tych nartach, są one szybkie, bardzo szybkie.....

Powiedzmy tak-nic nie połamane, ale ile razy trzeba było 'przeskakiwać' części bezśnieżne (poniższe odcinki), bo nie sposób było wyhamować gdy dojeżdżasz z prędkością. Jak się wbić w szczeline zjeżdżając , czasem na jednej narcie a drugą trzymać w powietrzu....

Do przemyślenia - do wytrenowania...

 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ślęża do 10-ciu

Nartorolkowa 5 krotność.

Biegi Piastów - 50km, 30km, 25km