Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2020

Dokładniej,ciężej,szybciej,pewniej....

Grafika
Zapraszam na małe video, w którym nie ma wszakże widoku dużych kamieni, po których trzeba było się odbijać - slalom - i może dobrze, by nie przerażało. Wybaczcie prosze słabej jakości montaż gdyż robiłem to na szybko a też musze sobie przypomniec funkcjonalność tych cudów software-owych, z których wcześniej korzystałem :) Następnego dnia, z rana we Środę, "podjąłem" jeszcze Radunię, ale już nie biegowo a szybkim marszem i to po ścieżce nieznanej dla mnie do tej pory (ścieżka rowerów MTB). Mimo to i tak było co robić ponieważ umiejętne "wspinanie się" w butach, nie biegowych (bez odpowiedniego bieżnika), nie było proste z uwagi na bardzo grząski,po mocnym, całonocnym deszczu, teren. To takie uzupełnienie do video.  Było to lekkie przygotowanie do SGS, który ma się odbyć w Sobotę gdzie treningowo będę mógł sprawdzić swoje doświadczenie na, zapewne występujących tam, zbiegach i podbiegach. No więc 😉 do następnego. 

Drugie, dłuższe, podejście do 'szosy' udane bez względu na pogodę.Do 'setki'' już niedaleko.

Grafika
Ile trzeba z siebie dać by łamać stereotypy. Sam już chyba się przekonałem nie raz. Dzisiejszy dzień, z mocną, bardzo, jesienną aurą, nie motywował do treningu.  - prawdopodobne opady deszcuz,  - wszędzie kałuże.  Na drodze może i ślisko. W lesie błoto i zimno i smutno i........i ile to jeszcze demotywatorów znajdziemy w swojej głowie zamiast się po prostu ruszyć ....... Ubieram się więc w swój strój "lepszego dnia" czyli ubieram kurtkę wodoodporną i wszelaki osprzęt bym był bezpieczny dla siebie i innych (odblaski) i w teren. Pierwszy raz odczułem kiepską jakość asfaltu na trasie Oława - Wrocław, która była częścią mojego treningu szosowego. Walczyłem też z silnym bocznym wiatrem, któremu się nie poddałem. Bardzo ciężko uzupełniać płyny w trakcie by nie zatrzymywać się i nie tracić na czasie.  Udało mi się też zmieścić na ciągłej, bocznej linii na ulicy ale również kierowcy wykazywali się dobrym, bezpiecznym, stylem jazdy, gdy mi się to nie udawał

Pierwsze kilometry za plecami oraz wyciskacz potu czyli ostatni podbieg na Ślęże z trasy 'Siły Ogra'.

Grafika
Zawsze trzeba patrzeć w przyszłość jakimś dobrym skrawkiem oka. Wszystko Cię przytłacza, życie się zawęża, ale zawsze trzeba znaleźć tę "sekundę" w całym tygodniu, lub ich dwie, by nie dać się zwariować. Chyba postawiłem sobie już nowe cele, wyzwania, ale do nich trzeba poznać sprzęt. Kiedyś, w podstawówce, średniej szkole, bardzo dużo jeździłem. Był też szalony wypad z kolegami do oddalonego o 130 kaemów od Kluczborka, Jesenika. Chcecie wiedzieć co wtedy rodzice mówili -:) , ale puścili nas...... Na strzał od rana do wieczora 130kaemów i to jeszcze z obciążeniem na rowerach kompletnie do tego nie przystosowanych. Liczyła się wtedy przygoda - a było momentów oj było wariackim :). Przykładowy jeden: - zjazd z granicy w Głuchołazach o 2 w nocy na rowerach a Policja zatrzymując gdy zapytała skąd dokąd - nie mam pytań, pokiwał jeden z nich głową. Tylko bezpiecznie prosze... - i puścił. Zatem trzeba, jak to już słyszałem  ostatnio w tygodniu, do tego wrócić, do rowera a

Długość stawu jelczańskiego 8x

Grafika
Po Zalewie Mietkowskim było mi mało. Nie umiem trzymać sprzętu by "się kurzył" w szafie, na wieszaku, w garażu.Dziś jednak doszedłem do wniosku, że ja wolę żywioł. Staw jest może i dobrym miejscem, ale nie odczujesz jednak tego, co jest odczuwalne na dużym akwenie wodnym. Teraz mogę to bez cienia wątpliwości napisać. Gdy się wstępnie rozgrzałem po dwóch długościach, pomyślałem sobie, że teraz dopiero wszedłem w swój rytm. Trzecia(3) i czwarta (4) długość zostały jeszcze bardziej rozciągnięte ponieważ nie płynąłem, żadnej z tych długości, w linii prostej. W tymże czasie umiliłem również odpoczynek starszej Pani, która siedziała sobie z psem poprzez miłe pomachanie z wody. Dopytałem również 'rybaka' czy biorą. Piąta (5)  i szósta (6) długość miały być ostatnimi, ale wszystko jakoś się zintegrowało - raz żabka, kraul szybki (tutaj zwracanie uwagi na każdy szczegół ruchu w wodzie). Dopływając do brzegu (plaży obok siłowni na powietrzu), już miałem '

Kolejny krok wiecej.Zaczerpnąć większej przestrzeni.Pierwszy raz w piance

Grafika
Nie ma złej pogody. Są tylko wymówki. Początkowo padało, potem się wypogodziło - znaczy deszcz tylko przestał padać a słońca wciąż brak. Pewien rybak - przyjazny, o tym za chwilę, z którym rozmawiałem mówił, jak sam przyznał, do swojej żony - "Patrz gość chyba tylko się zamoczy. Patrz gość płynie na głębokości".  Szczerze, w piance mój pierwszy raz. Gdy mu mówiłem, opowiadałem o biegach ultra, postanowił, że złapie rybę i ugriluje i pogadamy. Stwierdziłem, że jeszcze popływam i wrócę. Tak też się stało. Nie powiem, miałem lekki strach gdy "prąd" mnie ściągał i czułem się jak listek na powierzchni wody, ale przeszło. Jeszcze bez boi. Na razie nie czuje żeby była ona mi potrzebna. Jedyne co mnie wstępnie wkurzało to dojście do perfekcji przy ubieraniu tegoż stroju. Potem już poszło a dystans sam się robił. Muszę przyznać, że woda nie była za czysta, ale co tam woda - kilka machnięć i .... Najważnejsze chęci.... Do następnego...