Posty

Krótki opis wspólnego treningu na trasie Wrocław-Sobótka.

Obraz
    Jak to zrobić. Jak przebiec 47 km z Wrocławia do Sobótki i na Ślęże, w grupie. Wszakże na samą Ślęże już nie wbiegłem z powodu skurczy i dużego obciążenia pleców, które mnie wykończyło. Bardzo długo, z rok, nie przebiegłem nic powyzej 6km. Ostatnio czasem udawało mi się założyć buty i potruchtać. Tutaj nie wiem kiedy pękła 10. Nie wiem kiedy potem pękło 24km. Potem zaczęło się. W polach miałem kryzys - okazuje się, że to nie moje tempo. Jedna myśl i prawie by się skończyło. Odstawałem od grupy , bo już plecy czuły plecak, który się non stop rozpinał. Nie był to plecak biegowy. Gdy zostałem porzucony w Rogowie, wtedy biegłem  w swoim stylu. Dogoniłem ludzi przy Orlenie i doładowałem zasoby wodne i ruszyłem dalej z nimi. Gdy dobiegiwałem do Orlenu, spokojnie sobie mówiłem- biegnij, oni są zmęczeni, nie zatrzymuj się, powoli. Jest to pierwszy sklep na teej wyznaczonej przez nich trasie treningowej.   Sytuacja się skomplikowała dla mnie gdy wchodziłem na Wierzyce. Zaczął padać deszcz.

Drugi ukończony DFBG 240km

Obraz
Ściaga dla przymierzajacych sie do wiecej niz dwóch paczek. Nie wiem co mnie tkneło by przygotować taki zrzut notatek. Może po pierwszym razie urwał mi sie 'film' i czegoś mi brakowało w pewnym momencie(jak ja sie tam znalazłem w dalszej części). To nie jest proste gdy pamietam odcinki z pierwszej swojej edycji, kiedy wprost płakalem wewnetrznie, kiedy zastanawiałem sie gdzie szukać rozwiązania a ból nieustepował-był chwilami jak nieznośna kobieta kiedy to trzeba panować nad swoimi emocjami- bo się drze. Dodatkowym impulsem były pędzace małe grupki, jakież świerze, pełne energii i wyprzedzajace mnie z predkoscią naddopuszczalną jak na naszej A4. A ja się zastanawiam skąd mają te sile. To są moje wspomnienia z edycji ukończonej-pierwszej. Reszty wole czasem nie wspominać, bo gdy sobie przypomne support internetowy członka z 'Biegiem Po Marzenia', kiedy czytalem wiadomosci na messangerze -jak oni wyglądają. nigdy, nigdy w życiu-jak oni wyglądają. I znajdź tu chłopie slowa

Deszcz, ponuro, ponuro.....

Obraz
  Wyjść z domu. Ubrać się wodoodpornie i po prostu - wyjść. Dość internetów, tv, w której teraz nic nie widze(jeden program skończył się 2 tygodnie temu). Leje, szlak. Założyłem inny plecak. On jest pusty. To jest wkurzające, ten plecak, za lekki. Ja go wogóle nie czuje. Biegne w deszczu. Ide. Ide długo, długo w deszczu. Przeszedłem całe okrążenie(Jelcz-Miłoszyce Jelcz Laskowice. Gdy minąłem tabliczke Jelcz-Laskowice powoli biegne. Trwam w biegu do samego ronda miłoszyckiego. Tu mi się but rozwiązał. Potem znów bieg. Wściekłość, która była na początku z plecakiem, tylko pustym plecakiem odeszła. Trzeba tylko pamietać by czołówke naładować.........po co ja wogóle to dziś zrobiłem?

Topornie to szło

Obraz
  Na pierwszy strzał, teraz osatnio podbieg pod Wierzyce. No szczerze niech szlak to trafi. Potem jest tak lekko, że za lekko. Te kolejne odcinki, jest ich aż a może tylko 3, jak zawsze, mają dla mnie trzy  różne poziomy. Gdy jestem na szczycie jestem zadowolony, że w końcu a gdy jestem na dole, po szczycie, jestem zadowolony bardziej, że jeden raz skończony. Prubuje drugi raz. Jakoś to idzie. Nie mam pary w nogach. Głowa ją jeszcze ma. Odcinki są jakieś krótsze ale po co to. Jestem na górze i czołówka siada. Spierniczam w dół na najsłabszym świetle. Kamienie odbijają się od kostki czasem. Na dole dopijam jeszcze to co mi zostało, co zostało w bagażniku i wracam do domu. 

Inne miejsce......

Obraz
    Nie mam ochoty ruszać spod domu. Dziwnie się czuje ruszając spod niego na nartorolkach.Gdy ruszam spod wiaduktu jest lepiej. Zabieram to do bagażnika i jade pod stadion. Grają tu w piłke, biegają. Ubieram buty i wolnym truchtem kończe kilka okrążeń. Na koniec jeszcze rozciągam się na jednym pasie, na jego początku. Cztery, pięć serii tego rozciągania, bo dwie mi nic nie dają. Jest już ciemno. Nie decyduje się już na nartorolki.       

Hobbistyczne przełamanie na przykładzie Duathlonu Crossowego w Jelczu-Laskowicach

Obraz
Tak mi się nie chciało a jest to przecież tak blisko. Mowa o Duathlon Crossowy w Jelczu-Laskowicach który to odbył się w niedzielne przedpołudnie na terenie I Stawu Jelczańskiego i leżącym obok stawu, lesie, w którym prowadziła trasa rowerowa o długości 24 kilometrów. Na wstępie trzeba obiec staw czterokrotnie, potem przejechać dwie petle rowerem po zróżnicowanym terenie leśnym a na deser obiec, jeszcze dwukrotnie, ten sam staw. Jak ja to zrobie. Nie biegałem z miesiąc jak nie dłużej aczkolwiek rower mam, buty mam. Wystarczy wyjść z wyra, dojechać, zapisać się i..... jak ja tego nie lubie a serce się raduje a oczy powiększają się i tętno się uspokaja gdy się czuje tę atmosfere, słyszy muzyke, widzi i słyszy ludzi. Jak mam się rozgrzać jak nigdy tego nie robiłem. No dobra porozciągałem się coś tam.Skończyło się na króciutkich przebieżkach, kilku przysiadach i porozciąganiu nóg. Pierwsze okrążenie i połowe drugiego przeznaczyłem na rozgrzanie się, właściwe, bo dawno nie biegałem- kurde w

Bo miało tego nie być

Obraz
  Wyszło w miare dobrze. Początkowo trucht, potem po omacku w lesie kawałeczek i nawrotka. Nawrotka trochę się przedłużyła ale tylko dlatego, że trening wychodzi mi to bez większego wysiłku.  Kolejnym etapem było pokonanie tego samego odcinka na nartorolkach, no ale bez lasu. Wyszło wyśmienicie choć w jednym momencie, po nawrocie, poczułem siebie i stwierdziłem, że wystarczy, aczkolwiek sumienie się odezwało - to samo, co biegowo.  Ostatnim etapem było jeszcze coś co jest związane z nartorolkami a miało tego już nie być. Było to, dokładnie, rozciąganie taśm, co po kilkudziesięciu razach, oj, potrafi palić.