Posty

Pomimo minus 15 - stki.

Grafika
Codziennie coś. Nieznane tereny są już znane. Czołówka jest zbyteczna. W część lasu wbiegam z dużą ostrożnością, po raz pierwszy, lecz po chwili 'zsychronizowywuje' się z otoczeniem. Aklimatyzacja? Możliwe.Nie wiem czy tu są dziki i inne leśne stworzenia. Wchodzę w żywioł.....jak zawsze.... Na polnych ścieżkach bardzo dużo nawianego śniegu. Sprzęt, na którym rozpoczynałem sprawdza się doskonale. Czemu? Jest mocno zużyty (pokomisowy) ale się trzyma świetnie (zdjęcie poniżej).  Z dystansem wchodzę na ścieżki (jak na zdjęciach) no ale jak na razie nic złego się nie wydarzyło i też niczego żadnemu stworzeniu, złego, nie zamierzam wyrządzać.                

Nartorolkowa 5 krotność.

Grafika
  To nie są proste kroki mentalne. Pierwsze obiegnięcie bądź dwukrotne obiegnięcie jeszcze było w granicach mentalnej, jeśli tak to mogę określić, chęci i że tak to określę, zwyczajnie chciało się. Problem, bariera, pojawia się gdy jestem w połowie drugiego okrążenia i wiem, że na drugim okrążeniu się nie skończy. Gdy dobiegam do miejsca, z którego startowałem i już zaczynam się nastawiać, jak wykrzesać dodatkową siłę mentalną by podjąć jeszcze jedno okrążenie.  Ręce już lekko czują kije, ( a właściwie uderzenia ), którymi odbijam się o asfalt i wypłaszczoną ( jak po wyszlifowaniu deski papierem ściernym) kostkę brukową (na kostce jest problem bo kije się ślizgają i nie mają punktu przyczepności). Tu mam inny sposób na odbicia i zapewne pracują inne partie mięśni całego ciała, bo też nogi inaczej pracują, ale inaczej się nie da. Asfalt jest o niebo lepszy.  Co mnie zaskakuje to brak klaksonów na drodze gdy biegnę na nartorolkach - może też dużo jednak daje moje oświetlenie i rozwaga. C

Ciągłe wychodzenie ze strefy "komfortu" - Tatry

Grafika
Wiele osób mi mówi - "właśnie wyszedłeś ze strefy komfortu". Ja właściwie, jak wiecie, nie wiem kiedy w tej strefie byłem od momentu kiedy chyba rozpocząłem biegać ultra, ale to chyba już o wiele wcześniej się rozpoczęło - już chyba od momentu pisania samodzielnie programów komputerowych, jeszcze przed studiami, kiedy spotkałem się z wielkim zadowoleniem nauczycieli - szok dla mnie, że coś co wymyśliłem okazało się bardzo pomocne. Ale do rzeczy.....  Nie wiem co to jest stabilizacja - no chyba że picie kawy albo herbaty przy jakimś kanale typu Discovery, dobrym programie typu "How It works", nazwę chwilową stabilizacją, bo mi zawsze coś wpadnie do głowy, jak nie technicznego to sportowego a jak się rozpędzę z czymś analitycznie, projektowo to samo leci....i nie umiem tego zatrzymać. Ten szczyt nie należy do prostych - chyba :)  ( Rysy ) i jeszcze na nim nie byłem, bo w pewnym momencie zawróciłem. Nie z uwagi na swój strach, ale z uwagi na jednak pierwsze obycie się

Ślęża do 10-ciu

Grafika
  Napiszę szczerze, w pewnych momentach nie bylo łatwo. Był jeden bardzo ciężki kryzys i mogę go nazwać kryzysem, którego jeszcze do tej pory nie miałem. A tak w skrócie.... ....rozpocząłem swoją małą przygodę około godziny 21:00 w Sobotę.       Pierwszy podbieg jakby był niezauważalny dla mnie. Ot po prostu był jak standardowa czynność otwierania, przykładowo, drzwi do domu, bo inaczej nie wejdziesz.     "Drugi" był też szybki. Nie mogę powiedzieć tego samego już o trzecim, gdzie już wpadała tzw. rytuna, ale przypomniałem sobie jak kiedyś było ciężko osiągnąć ten trzeci raz po raz pierwszy.      Z uwagi na to, że bardzo dawno temu zdecydowałem się zdobyć pięciokrotnie tę górę i zrobiłem to ( skromny opis tu ), miałem świadomość jakie to było dla mnie wtedy ciężkie. No cóż czwarty raz już nie należał do łatwych, ale motywowała mnie myśl, że już "trójką" za mną a niebawem będzie "piątka" - i nastąpi na pewno przełamanie.      Gdy doszło do piatego razu by w

Najważniejsze samozaparcie

Grafika
  Ileż to razy mam się mierzyć z tym wiaduktem w Jelczu-Laskowice. Wiadukt to jedno ale potem trzeba utrzymać tempo od wiaduktu do końca chodnika tuż przy Pierwszym Stawie Jelczańskim. Wiadukt ten jest bezpieczniejszy od miłoszyckiego, bo miłoszycki nie ma pasa dla rowerów po jego drugiej stronie oraz brakuje światła na tej właśnie drugiej stronie.Aczkolwiek światło mogę pominąć - mam swoje. Może kiedyś ścieżka będzie. Powracając do powyższego opisu - tam i z powrotem i tam..i z powrotem. Dziwne to jest kiedy ok godziny dwudziestej nie ma nikogo, nawet na spacerze a tylko czasem samochód przejeżdża.  Przebiegawszy obok bloków w Jelczu-Laskowice widać tylko oświetlone białe kwadraty albo lekko żółte-tu już zależy od koloru, chyba żarówki. Przynajmniej nie musze oświecać domu, bo mam światło na ulicy, na chodniku. Nic tylko podziękować władzom za ścieżki rowerowe, asfaltowe.Trenuje się znakomicie a forma? 

Szosówką ku więcej

Grafika
Zwiedziwszy, chyba, po kolei odcinki dojazdowe do Miłoszyc, przyszedł czas na coś innego.Nie byłem nigdy w Brzegu, a że miejscowość jest położona niedaleko Jelcza - Laskowice.... Dzień "Wszystkich Świętych". Pogoda "szklanego ekranu" - telewizyjna. Rower i nartorolki stoją w garażu. Chwila namysłu nad tym czy mam suche spodnie na rower.... Mając spodnie wodoodporne oraz kurtkę wodoodporną wyruszyłem do Brzegu. Światło przy rowerze oczywiście posiadałem. Za Janikowem już dosyć mocno kropiło. Cały mokry zatrzymałem się na moście, nad Odrą, już w Brzegu i miałem ochotę na dłuższy odcinek, który, tak myślę, niebawem. Dopytując się na CPN - ie policjantów o odległość, analizując aktualną sytuację, stwierdziłem....... Bogatszy o jeden żel w żołądku i kilka łyków zimnego izotonika, pojeżdziwszy po "Parku nad Fosą" powróciłem do Miłoszyc.  widoczek przy hali OSIR w Jelczu-Laskowice raporcik rowerowy  

Jednak o kilkadziesiąt kilometrów za dużo ale szczęśliwie w domu

Grafika
  Ten trening a raczej mały wypad na 'szosę' nie powinien kończyć się z taaaką liczbą przejechanych kilometrów, a jednak. Pojechałem znaną mi już trasą do Oleśnicy a potem widząc znaki drogowe ze znajomymi nazwami postanowiłem pojechać w przekonaniu - a co tam, to niedaleko - w kierunku trasy na Warszawę. Zrobiłem to jednak troszeczke nieświadomie. 20 kilometrów tam, 20 tam i się niestety tak nazbierało. Wróciłem już do domu przez Kiełczów i już z włączonym oświetleniem na rowerze a niektórych terenów kompletnie nie znałem. Czasem mówiłem do siebie - ile to jeszcze - i pedałowałem, bo przecież nie będę szedł.  Dodatkowo nie było już za ciepło a coś czułem, że rękawice mogą się przydać.  Zastanawiałem się po co ubieram, jeszcze w domu, drugie leginsy, ale i one okazały się przydatne... Okazały się  one (i leginsy i rękawice) 'strzałem w 10', bo 3 godziny później nie wiem czy bez rękawic byłoby możliwe trzymanie kierownicy kiedy było już zimno, szaro, i lekko deszczowo.