Posty

Na sportowo, na różne sposoby

Obraz
  Co tu dużo pisać. Przepłynąć staw do pewnej odległości nie było, dla mnie, proste. Utrzymywanie w odpowiednim, ciągłym ruchu organizmu z uwagi na atakujące zimno, pomimo pianki, to jest możliwe tylko pod pewnym warunkiem, którego pozostawiam dla siebie.  Najtrudniej było kolejny raz wejść do wody a też umiejętnie z niej wyjść nie wplątując się w żyłki wędkarskie.  By się nie wyziębić pomagało obiegnięcie stawu nie raz. Było to jednak mało skutecznie. Długi rękaw pomagał do pewnego stopnia.  Organizm dopiero doszedł do swojej ciepłoty po wykręceniu 56 km na rowerze. W aurze nocnej, kiedy widać tylko przed sobą plamę światła przedniego oświetlającą nienajlepszy, na krawędziach ulic, stan asfaltu, niezbyt przyjemnie się jechało. Pomimo to na ulicy panowało duże zrozumienie i nie słyszałem klaksonów. Warto jednak posiadać długie rowerowe światło przednie z uwagi na prędkość jazdy. Doregulowane podłokietniki sprawiły, że ułożone łokcie były oparte lepiej co przełożyło się na lepszą dynami

Brrrr...

Obraz
  Aura, jak na zdjęciu, nie za bardzo sprzyjająca. Szaro, zimno. Ludzie na plaży siedzą w kurtkach. Niektórzy przechadzają się nawet w szalikach i czapkach.  Dobiegłem do stawu, bo trzeba się rozgrzać choć troszeczke. Temperatura wody, po biegu, schłodziła sowicie. Pianka jednak wstrzymuje część ciepła, ale są to znikome procenty tego ciepła bądź organizm, do pewnego momentu przyjmuje chłosty zimna a potem się oswaja.  Obawiałem się, że po tak długim czasie będą potężne problemy z zanurzeniem się w, może nie lodowatej, ale zimnej wodzie. Poszło jednak jakoś naturalnie.  Przyznam szczerze, że kiedyś krok płynięcia żabką tu, w takiej temperaturze wody, wymagał kilku kroków adaptacyjnych.  Czy będzie kolejny krok, zobaczymy.....

Vassaloped 90km - Różne odcienie bieli - cz.1

Obraz
Przemierzać czasem morza a czasem różne niedogodności, o których się jeszcze na starcie nie wie, podczas drogi, by coś dopiąć.Czemu ludzie podnoszą sobie  poprzeczki właśnie uczestnicząc w nie prostych zadaniach? Wracając jednak do...      Dojechać do miejsca docelowego oddalonego o jakieś 1550 km od miejsca zamieszkania, tym razem w drugą stronę globu czyli na północ, by przebiec tylko a może aż 90 km na biegówkach. Proste, prawda? To przecież tylko 40 kilometrów więcej niż najdłuższy dystans podczas Biegu Piastów organizowanego w Jakuszycach. Nie do końca jednak to takie proste.....        Nie ma zawodów na biegówkach o dłuższym dystansie już na świecie, bo sprawdzałem  Gdyby były - czy to ma sens? Nie wiem. Może tak. Nie mi to oceniać. Bieganie na nartach biegowych, moim zdaniem, jest cięższe niż samo bieganie.Poza tym to, moim zdaniem, temat szeroki i to nie jest na to moment. Trasę dojazdową czas rozpocząć...      Przecież dla zawodowego kierowcy przejechanie

Górski Maraton Ślężański - za krótki by się rozkręcić, dobry by się przewietrzyć

Obraz
Po calym tygodniu analitycznym, szukalem rano motywacji. Znalazlem dwie-jak ja sie bede czuł po 42 kilometrach a i jak sie z chlopakami umowilem.... (no ja jak daje slowo.....). Na podbiegach i zbiegach załapałem wiatr w skrzydła. Zawinąłbym sie o drzewo ale doświadczenie..... Gdy osoba mnie blokowała wyprzedziłem ją sprytem po glazach....po prostu wszedlem w trans nieświadomie. Żadn e kamienie, głazz, korzenie nie były straszne. Organizm zaczynał sie rozgrzewać na 22 kilometrze a pozostalo 17 do mety. Troszeczke poszalałem sobie na zbiegach i podbiegach przy totalnym wyczerpaniu całym tygodniem. Może czasu nie wykreciłem, ale czas dla mnie tu był nieistotny. Inni zrobili taką reklamę, że aż się zawstydziłem. Myślałem, że na Raduni poszaleje, bo znam te odcinki (długie i ostre do góry, gdzie na suchym podłożu się butami człowiek ześlizguje - uwielbiam takie). Okazało się, że nie mieliśmy doczynienia z odcinkami, na których kiedyś się trenowało. Troszeczke mnie to zasmuciło.. Fi

Nartorolkowo...

Obraz
Punkt widzenia zmienia sie. Zjeżdżając już na parking, busem, dopiero widziałem z czym się mierzyłem kiedy to bus przemierzał tę samą drogę, ale, w dół. Dla mnie, na nartorolkach, takiego czegoś, w górę, nie doświadczyłem. Mowa o odcinku 9 km, którego należało pokonać a nazwano ten odcinek Asfalt Uphill. Jedno muszę przyznać. Nie wiem jak to zrobiłem, mając takie żelastwo na nogach i niezbyt przyjemną powierzchnie asfaltu. Starałem się temu podołać do końca na jednym 'baku' wody, którą miałem w sobie. Kilkakrotnie czułem jak organizm przechodzi jakaś fala mocnego dreszczu poczynając od nóg, po plecy, klatkę piersiową, barki, ręce, dłonie a kończąc na czole i głowie gdzie czułem największą jej kumulacje. Gdy minąłem zieloną tabliczke z napisem 3km byłem już pewien, że zaraz to się skończy. Kolega, gdy rozpoczynaliśmy, wspominał o pewnym ciężkim odcinku. Nie pomylił się. Niby mały podjazd (dla samochodów znak z 12% nachyleniem), spowolnił mnie do maksimum. Wiedziałem, że jeśli si

66 km-takie niby proste, ale..

Obraz
  Uciekanie przed taką chmurą nie było proste. Wszelakie uciekanie nie miało sensu przy takiej sile wiatru. Silny wiatr, raz wiejący bokiem we mnie a na innym odcinku wiejący pod lekkim kątem ale już wprost we mnie a po dwóch kilometrach wszystko przemoczone już mam. Jednym słowem pogoda zaskoczyła. Niestety trzeba było się zmierzyć z tą naturą, współgrać z nią a błyski  i grzmoty były chyba...... nie ma lepszego dopalacza dla organizmu. Niewiarygodne, że taka siła natury objawiła się z tak małej chmurki. Jak dla mnie taka odległość na jednym, zwykłym batoniku i bez wody a przed treningiem bułka z białym serem i herbata...... hmmmm. Przyznam szacuneczek dla siebie samego. Uffff....

Szosa, bieg górski a na koniec biegówki

Obraz
Najpierw półmaraton na rowerze. To było proste ale, no może nie do końca. Potem, za cholere, nie wiedziałem jak mam zrobić pierwsze biegowe kroki. Gdy spontanicznie oczom ukazał się podbieg, nie zastanawiając się, poszedłem w żywioł. Żywioł nie miał końca, bo okazało się, że podbieg, którego kompletnie nie znałem, łączy się z innym, no już trudniejszym.  Nie wiem jak mi serce mocno uderzało, ale jak wejde w rytm, nie umiem odpuścić. Towarzyszył mi jeszcze jeden gość przede mną, ale na pewnym pułapie zwolnił - przepuścił mnie.  Po przeglądnięciu zdjęć z pewnego wpisu, z Bielic, udałem się by sprawdzić stan, który był widoczny na zdjęciach tamtego posta. I tak 'piętnastka' wpadła. Ile razy, bo zmęczone nogi, nie umiałem hamować w górnych partiach i wpadałem, to w choinki, specjalnie by wyhamować łapiąc się ich szybko, to koziołkowałem, bo śnieg jaki był, był bardzo zlodowaciały i nie sposób hamować jodełką i trzeba było specjalnie.....  No 'jakaś łamaga' 😉 - pomyślicie,