Posty

Wyświetlanie postów z 2019

Ostatki "treningowe" przed ciężkim Styczniem.

Grafika
To były kolejne próby czegoś nowego podczas morsowania. Były również punkty krytyczne, z których udało się wyjść.Jak - o tym dalej... Nie było dziś łatwo z uwagi na lekkie wydłużanie czasu przebywania w wodzie poprzez, jeśli można to tak nazwać, 'oszukiwanie organizmu'. Kolejny raz na boso, bezpośrednio do wody bez stopniowego 'oswajania się' z niską temperaturą. Zrzucenie nartorolek i odzieży i w slipach oraz czapce biegowej w wodę. Zamiast w niej stać, co przez chwil kilka trwało, obracałem się w niej wokół własnej osi, powoli. Raz w lewo, raz w prawo.Tak oszukiwałem organizm. Chwilę potem wychodzę, ale nie biegnę. Stoję. Ponowne wejście do wody i teraz dopiero czuć 'igiełki'. Chwilę stoję ale nudzi mnie stanie w wodzie. Znów obroty i zakończone sukcesem machanie stopą pod wodą do przodu, do tyłu. Stopy, palce zaczynają cierpnąć więc trzeba wyjść i chwilę opanować się i poruszać się ale nie biec. Spokojny marsz. Krok do przodu, do tyłu wystarczy

Niedzielne kąpiele w stawie jelczańskim i treningi nartorolkowe

Grafika
   Niektórzy stopniowo zanurzają się w wodzie, która miała ( o tamtej porze dnia i roku) może pięć stopni ciepła. Rok temu przełamałem już pierwsze "dosłowne" lody. Pod koniec Października, tego roku, oswoiłem również się z szokiem termicznym jakiego doznałem kąpiąc się w kąpielówkach i koszulce termicznej. Niska temperatura, która była bardzo jednak odczuwalna wtedy, nie jest już mi obca aczkolwiek każde morsowanie jest zawsze inne. Aj, zawsze czuć te "igiełki" na ciele :). Wielu znajomych (tudzież Tomasz, Ewa, Jarosław i inni), którzy również morsowali, z którymi miałem przyjemność pobycia w tej lodowatej wodzie, korzystają z obuwia do morsowania - świetna sprawa. Miałem również zaopatrzyć się w takowy sprzęt aczkolwiek wyznaje zasadę - najpierw spróbuj w czymś podobnym. Do próby wykorzystałem zwyczajne klapki do kąpieli. Klapki okazały się sprzętem, który mnie denerwuje, blokuje. Tak szybko jak wszedłem w klapkach, tak szybko z wody wyszedłem by klapek właśnie

Kolejne serie na nartorolkach

Grafika
W ciągu tygodnia, albo siłownia i ćwiczenia stricte skierowane pod siłę na odpychanie a wieczorami na sprzęcie w terenie. Szczerze powiedziawszy nie wiem jak można biegać na taśmie przez długi czas. To kompletnie się różni od treningu w terenie. Tu nie sprawdzisz butów, ich przyczepności. Nie zareagujesz na kamienistym zbiegu. Na taśmie niestety ale widzisz tylko siebie w lustrze (najczęściej). Na taśmie również nie odczujesz zróżnicowanych warunków pogodowych, wiatru, deszczu, śniegu. Nie odczujesz również uderzenia gałęzi od choinki i innych tego rodzaju elementów, których nie ma w zamkniętym pomieszczeniu.   Dlatego też oprócz ćwiczeń w "zamkniętym pomieszczeniu", przechodzę również na właściwy sprzęt i właściwy teren. U mnie, póki śniegu w okolicy nie ma, są to nartorolki a jak zauważyłem, wieczorami, kierowcom to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie (niektórzy się witają) no i nie zapominam o oświetleniu przednim i tylnim.  Na nartorolkach  wieczorow

Ultra jako LifeStyle na przykładzie Siły Ogra

Grafika
Organizowanych imprez biegowych jest więcej niż dwa lata temu. Nie wszystkie, po ich ukończeniu, dopisują do naszego dorobku, punkty ITRA. Czasem, zwyczajnie nie wiedząc, omijamy właśnie te wydarzenia biegowe, które mogą okazać się cenniejsze pod innym względem i mogą być równie trudne jak zawody biegowe z górnej półki. Takim wydarzeniem biegowym, okazuje się, że jest impreza organizowana przez Huberta i Idę pod nazwą "Siła Ogra" a inaczej "Trzeźwy Ogr 8xŚlęża". Zarezerwujcie sobie czas pod koniec Listopada by u stup góry Ślęży w dolnośląskim, przekroczyć linię startu już o siódmej rano. Czy faktycznie, zdobycie biegowo aż osiem razy wierzchołka ślężańskiego, jest to takie trudne i wymaga "siły ogra" by to zrobić? Przeczytaj i jak chcesz to sprawdź.           Jeszcze w piątkowy wieczór kompletnie nie miałem sił by wstawać bardzo wcześnie (mocny ból głowy), i dojechać przed umowną, godziną siódmą rano, by z innymi ludźmi, których też bawi bieganie

Jak znaleźć miejsce do treningów "górskich" w tygodniu w Krakowie.

Grafika
Może i te podbiegi, z którymi miałem do czynienia nie miały dużych przewyższeń to i tak odczułem ich trud. Czasem trenuję się mocne akcenty (czytaj ostro do góry i krótko) a również trzeba trenować  swoją wytrwałość gdy, mimo niedużego nachylenia, ale dłuuugiego, właśnie teren sprawdza Ciebie. To zależy tylko i wyłącznie od Ciebie czy się poddasz i przejdziesz do marszu, czy wytrzymasz trud, własnego ograniczenia, który już przy następnym podbiegu nie musi występować. W ciągu dwóch wieczorów zdobyłem wierzchołek, przy kopcu Kościuszki, czterokrotnie i można by było zdobyć go więcej razy, ale obowiązki służbowe na wyjeździe też są. Kolejny trening, prawdopodobnie, na ślężańskich terenach a tymczasem kilka zdjęć...   Na powyższym zdjęciu prawdopodobnie nieznane miejskie tereny, gdzie ścieżki również występowały i wystarczyło tylko "zjechać" po błotnistym odcinku a potem się po nim wspiąć. Tutaj już ze szronem na "czapce".   ...obok siedzib

6 dych i jeszcze troszeczkę - bez supportu na wymyślonej osobiście trasie ultra.

Grafika
        A gdyby tak przebiec ultra z umownego miejsca startu i nie kończyć dystansu na umownej linii mety. No jak? Po prostu, by zobaczyć do jakiej odległości można maksymalnie dobiec...         Pamiętam jak kiedyś już postawiłem sobie takie pytanie - ile najwięcej mogę. To było dokładnie dwa lata temu kiedy zdecydowałem się na pokonanie dystansu 240 kilometrów w Lądku-Zdrój. Nie wiedziałem co się będzie działo. Nie wiedziałem czy dobiegnę czy też nie, ale niczego sobie nie wmawiałem. Byłem przekonany, że nie dobiegnę do 'przysłowiowej' mety aczkolwiek chciałem się przekonać ile mogę na tamten czas.         Jak się wtedy okazało, półmetek czyli 130 kilometrowy odcinek, został pokonany na spokojnie a po półmetku postanowiłem, że spróbuje sił by się przekonać - ile jeszcze. Ukończone zostało wtedy 228 kilometrów nie zważając na wypowiedzi innych przed startem, którzy byli przekonani, że już odległość powyżej 150 kilometrów będzie już odległością ponad normę biorąc

Codziennie, prawie, półmaratony przy Wawelu

Grafika
Praca pracą lecz jakoś trzeba odłączać się od tego świata, by kolejny dzień był dniem na świeżo. Jedni czytają książki, inni znają każdy pub w pobliżu, kolejni bez gazety znają terminarz w telewizyjnych kanałach, a mi stojące buty do trailu przypominają po co one są. Pomimo wyjazdu, w torbie znalazło się (czy obowiązkowe już) miejsce na mój komplet biegowy, bo jak tu siedzieć przed telewizorem. Zdrowia, które jest tylko jedno, na lata tak nie zbuduje.  Jednego (Wtorek), wieczoru dyszka, drugiego (w Środę) dwudziestka, po wałach, mijając Wawel, tym razem, pozwala pozostawić wszystkie te dzienne problemy w pocie, by w następny dzień wejść jak w kolejny z nowymi możliwościami a jeśli coś się zdarzy, poradzić sobie z nimi by wieczorem a może wczesnym rankiem..... spojrzeć na buty.  Może kiedyś i ja będę częstym gościem apteki, ale jak na razie nie zamierzam brać żadnego leku prócz uzupełniającego kolagen i leku w formie ubierania buta biegowego a one działają. N