Posty

Wyświetlanie postów z 2021

Szosa, bieg górski a na koniec biegówki

Grafika
Najpierw półmaraton na rowerze. To było proste ale, no może nie do końca. Potem, za cholere, nie wiedziałem jak mam zrobić pierwsze biegowe kroki. Gdy spontanicznie oczom ukazał się podbieg, nie zastanawiając się, poszedłem w żywioł. Żywioł nie miał końca, bo okazało się, że podbieg, którego kompletnie nie znałem, łączy się z innym, no już trudniejszym.  Nie wiem jak mi serce mocno uderzało, ale jak wejde w rytm, nie umiem odpuścić. Towarzyszył mi jeszcze jeden gość przede mną, ale na pewnym pułapie zwolnił - przepuścił mnie.  Po przeglądnięciu zdjęć z pewnego wpisu, z Bielic, udałem się by sprawdzić stan, który był widoczny na zdjęciach tamtego posta. I tak 'piętnastka' wpadła. Ile razy, bo zmęczone nogi, nie umiałem hamować w górnych partiach i wpadałem, to w choinki, specjalnie by wyhamować łapiąc się ich szybko, to koziołkowałem, bo śnieg jaki był, był bardzo zlodowaciały i nie sposób hamować jodełką i trzeba było specjalnie.....  No 'jakaś łamaga' 😉 - pomyślicie,

Wstępne 250km na szosie już historią

Grafika
  Wstać, widzieć za oknem niesprzyjającą pogodę a jednak robić to wytrwale wg planu. 30km w jedną stronę do pracy i 30km z powrotem. Komu by się chciało. Są przecież pociągi, samochody, autobusy. Trzeba również tu wspomnieć o ścianie, którą miałem gdy wyjeżdżałem z podziemnego parkingu-'nie dam rady'. Nic nie pasowało. Nie udawało się zamontować zapięcia do roweru przy rowerze. Zapięcie nie chciało wejść do plecaka. Itd, itd. Trzeba było zostawić plecak, z którego się wszystko wysypało i zorganizować go na nowo. Ciuchy rowerowe nie wyschły a jednak trzeba było je ubrać. Gdy wsiadłem na rower i wyjechałem serpentyną z podziemnego garażu, znalazłwszy się na drodze dla rowerów, 'ściana' minęła. Pominę już krakse na rowerze, której wynikiem było lekko rozwalone kolano i zdarte spodnie oraz uszkodzony kciuk. Kask się przydał na jednym z kamienistych zakrętów przed jednym z mostów (poślizg). Przetestowałem wszystkie rękawice rowerowe jakie mam a rano gdy wiatr uderza wprost w

Biegi Piastów - 50km, 30km, 25km

Grafika
Zrealizowałem to w dwa dni, w weekend. Jestem z siebie bardzo zadowolony, tym bardziej, że tydzień wcześniej jeszcze walczyłem z nawalnicami. 50-siątka była treningiem na kompletnie nie nasmarowanych nartach bezłuskowych (słabo widocznie nasmarowanych). W kolejny dzień 30-stka i tylko z minutą na zmianę koszulki (astralonu) na 25, i w trasę. Czy klasyk czy łyżwa? Klasyk. Myślałem, że na początku 30-stki ręce mi odpadną, ale przezwyciężyłem zmęczenie z 50-tki.  Był potężny krzyk radości na mecie ostatniego długiego , tak długiego biegu - 25-tki, że nawet nie zauważyłem kiedy minąłem tabliczke 24km zasuwając. Najgorsze jest to, że mi nic nie jest. Nic nie boli. Reasumujac 105km na biegówkach. Wiele szczegółów pozostawie w sobie i też te, jak się łamie swoje granice. Złamałem nawet swoje zeszłoroczne Vassaloped 90km. Jestem z Jakuszycami rozliczony. I wiecie co, na mecie popłakałem się jak dziecko, bo to co było nieosiągalne zostało osiągnięte. Teraz jestem w miejscu, w którym nie byłem n

WAA 360 oraz ponownie TransGranCanaria Classic

Grafika
  Od każdego słusze ostatnio, że taki wyczyn to.....no.  Ja to zawsze komentuje- przecież ja nic nie zrobiłem szczególnego. Ja to po prostu lubie. Dystans , część 360 (trzystasześćdziesiątki) dała mi ostro w kość. Igrałem z życiem na trasie.    Po racjonalnej decyzji w piątek wystartowałem drugi raz w znanym mi już dystansie 130km/7500m który jeszcze bardziej dał w kość ponieważ nogi, cały organizm był poteżnie zmęczony. Tu też igrałem z życiem (silne górskie nawalnice które wielokrotnie mnie spychały ze szlaku). Było nas na szlaku dwóch. Nie odstępowaliśmy się na krok - ja i inny uczestnik. W pewnych momentach wiatr,deszcz, szlifowały nam, że tak się troszeczke męsko wyrażę, gęby, tak, że głowa czasem odpada. Nie było widać nic na odcinku metra. Reasumując lekki jednak horror bo dodatkowo wyczerpanie z poprzedniej części i już ból w nogach, który został pokonany. Potężna walka z przeciwnościami. Co było jeszcze. Tutaj tego nie opisze.   Pomimo wszystko chce tam wrócić bo z tego co prz

Pomimo minus 15 - stki.

Grafika
Codziennie coś. Nieznane tereny są już znane. Czołówka jest zbyteczna. W część lasu wbiegam z dużą ostrożnością, po raz pierwszy, lecz po chwili 'zsychronizowywuje' się z otoczeniem. Aklimatyzacja? Możliwe.Nie wiem czy tu są dziki i inne leśne stworzenia. Wchodzę w żywioł.....jak zawsze.... Na polnych ścieżkach bardzo dużo nawianego śniegu. Sprzęt, na którym rozpoczynałem sprawdza się doskonale. Czemu? Jest mocno zużyty (pokomisowy) ale się trzyma świetnie (zdjęcie poniżej).  Z dystansem wchodzę na ścieżki (jak na zdjęciach) no ale jak na razie nic złego się nie wydarzyło i też niczego żadnemu stworzeniu, złego, nie zamierzam wyrządzać.                

Nartorolkowa 5 krotność.

Grafika
  To nie są proste kroki mentalne. Pierwsze obiegnięcie bądź dwukrotne obiegnięcie jeszcze było w granicach mentalnej, jeśli tak to mogę określić, chęci i że tak to określę, zwyczajnie chciało się. Problem, bariera, pojawia się gdy jestem w połowie drugiego okrążenia i wiem, że na drugim okrążeniu się nie skończy. Gdy dobiegam do miejsca, z którego startowałem i już zaczynam się nastawiać, jak wykrzesać dodatkową siłę mentalną by podjąć jeszcze jedno okrążenie.  Ręce już lekko czują kije, ( a właściwie uderzenia ), którymi odbijam się o asfalt i wypłaszczoną ( jak po wyszlifowaniu deski papierem ściernym) kostkę brukową (na kostce jest problem bo kije się ślizgają i nie mają punktu przyczepności). Tu mam inny sposób na odbicia i zapewne pracują inne partie mięśni całego ciała, bo też nogi inaczej pracują, ale inaczej się nie da. Asfalt jest o niebo lepszy.  Co mnie zaskakuje to brak klaksonów na drodze gdy biegnę na nartorolkach - może też dużo jednak daje moje oświetlenie i rozwaga. C