Dziś nie było łatwo. Obiecałem chłopakom, że dziś przełamane zostanie kolejne "niemożliwe". Noc, czołówki, ślisko, lód lub resztki ukrytego lodu, śliskie kamienie... Wstępne rozciąganie się przed treningiem i po, to już rytuał. Przeanalizowanie długości jednego ze startów Tomasza, uświadomiło mi, że nie można czekać i rozciągnąć trening należy. Czy to było proste?-tu już chłopaki się muszą wypowiedzieć. Wcześniej pytałem, lokalnych, którzy kończyli swoje, nazwę to, "polatane" - jak jest. Uświadomili mnie, że jest sucho.
...pierwsze przywitanie wierzchołka ślężańskiego...
U góry okazuje się, że jednak nie do końca warunki się zgadzały, że czasem problem rozwiązałyby raki. Czy leżeliśmy z powodu lodu - jeśli tak to tylko buduje doświadczenie.Jak lód omijać, jak na niego wbiegać i się utrzymać. Tak jak Tomasz opisuje, na słabnących czołówkach, jednak każdy dobiega do przysłowiowej mety parkingowej-wspólnie. Częste posilanie się choćby łykiem płynu ( nie, nie chodzi tu o procenty ), owocuje. Podjadanie czyli uzupełnianie energii również owocuje.
...podglądowa mapka...
Zegarki wskazywały różne dystanse, które różniły się nieznacznie. Dziś więc pozostały w tyle dwa kolejne trudne podejścia. Jedno z nich - podejście na terenie masywu "Raduni", natomiast drugie oznaczone na czerwono, prowadziło drugi raz Nas na wierzchołek "Ślęży". Nie wiem, co będzie kolejnym razem, ale czas doprowadzi Nas do następnego treningu i pomysł na urozmaicenia przyjdzie wspólnie....ktoś z Nas będzie może chciał spróbować innego ciężkiego zbiegu czy podejścia - jak to dziś zaproponował Tomasz....
...bo zawsze jedno zdjęcie do śmiechu....